WALIA

Stało się to już chyba tradycją, że w trakcie naszych szkolnych wyjazdów językowo-krajoznawczych Wyspy Brytyjskie witają nas cudowną pogodą. Tak było też podczas naszego wyjazdu do Walii, czyli brakującego elementu na mapie Wielkiej Brytanii po wcześniejszych wizytach w Anglii, Szkocji oraz Irlandii. Ale na początek zwiedziliśmy angielskie Bath z nazwą wskazującą na ścisłe związki tego miasta z gorącymi źródłami cenionymi już przez Celtów i Rzymian. Tak, Rzymian! Po podboju tej części wyspy starożytni Rzymianie zostawili swój trwały ślad w tym urokliwym miasteczku, wznosząc łaźnie które w doskonałym stanie zachowały się do naszych czasów. Słuchając ciekawostek historycznych opowiadanych przez naszego przewodnika rozpoczęliśmy naszą walijską przygodę pełni wrażeń i apetytów na więcej wyruszając w kierunku Port Talbot i naszego hotelu zlokalizowanego przy samej plaży nad zatoką Swansea.

Mimo zmęczenia dzień pierwszy zakończyliśmy obowiązkowym wieczornym spacerem po plaży przy okazji uzupełniając wiedzę geograficzną na temat wpływu Książyca na Ziemię. Mówiąc prościej-podziwialiśmy potężny odpływ w zatoce Swansea. Zdjęcie z flagą VI LO-oczywiście! W tym momencie nasi uczniowie nie byli jeszcze świadomi, że w plecaku jednej z nauczycielek znajduje się druga flaga-tym razem SK PTT "Podniebni", która zostanie ujawniona kolejnego dnia. O pogodzie w drugim dniu naszej wycieczki nie musimy pisać zbyt wiele-dość powiedzieć, że podczas zwiedzania Tenby niektórzy z nas żałowali, że nie zabrali ze sobą kremu z filtrem. To nie koniec niespodzianek. Dzięki informacjom pana przewodnika dowiedzieliśmy się, że plaża Tenby Harbour Beach została wybrana w 2014 roku najpiękniejszą plażą Europy pokonując plaże Portugalii (Praia de Cova Redonda), Chorwacji (Zlatni Rat) oraz Włoch (Isola Bella). Wiedzieliście? Po relaksie w Tenby przyszedł czas na trekking wdłuż klifów Pembrokeshire. Widoki rozpościerające się podczas całej naszej wędrówki na długo pozostaną w naszej pamięci. Trasa, której pokonanie pierwotnie miało nam zabrać około 2 godzin, w końcu została zakończona w dużo dłuższym czasie nie tylko ze względu na nasze zmęczenie, ale przede wszystkim na czas poświęcony na zrobienie niezliczonych zdjęć klifów, morza i zielonych łąk mijanych po drodze. Dzień zakończyliśmy wizytą w duchowej stolicy Walii-niewielkim St David's, miejscem pochówku patrona Walii. Katedra, łącząca w sobie surowość kamienia, drewnianego sklepienia i oszałamiających witraży zrobiła na nas ogromne wrażenie.

Trzeci dzień wycieczki dostarczył nam kolejnej dawki wrażeń. Zwiedzialiśmy zamek w Cardiff, podziwiając budowlę wzniesioną przez Normanów po podboju Wielkiej Brytanii, zachowaną w bardzo dobrym stanie po dzień dzisiejszy. Jak się dowiedzieliśmy ten zakątek Wysp Brytyjskich może poszczycić się dwoma tysiącami (!) zamków, część z nich podziwialiśmy podczas naszych wędrówek oraz z okien autokaru, którym podróżowaliśmy wraz z naszym nieocenionym kierowcą Dave'm. Określenie jego umiejętności prowadzenia naszego olbrzymiego środka transportu po wąskich drogach Walii jako wyjątkowe nie jest w żadnej mierze przesadzone. Nie raz wstrzymywaliśmy oddech, kiedy skręcaliśmy mijając z zapasem kilku centymetrów (lub raczej należałoby powiedzieć cali) kamienne murki ciągnące się wzdłuż naszej trasy. Za każdym razem Dave wychodził z tych prób zwycięsko a my nagradzaliśmy jego umiejętności gromkimi brawami. Trzeciego dnia po drodze do hostelu w miejscowości Pen y Pass, położonej w masywie Snowdon, nareszcie mogliśmy przez chwilę zaznać pogody jakiej należy się spodziewać w tym zakątku Europy. Było chłodniej, wiał mocny wiatr a wierzchołek wzniesienia, na które wędrowaliśmy tonął w gęstej mgle. To nie koniec niespodzianek - w oddali spostrzegliśmy niewielkie koniki, które początkowo niektórzy z nas wzięli za kozy:). Jak się okazało były to stadka kucyków używanych do pracy w kopalniach, które zostały wypuszczone na wolność po ich zamknięciu w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Pod wieczór dotarliśmy do naszego hostelu zlokalizowanego na przełęczy Llanberis, określanej w przewodnikach jako najsłynniejsza i najbardziej malownicza w Wielkiej Brytanii-naszym zdaniem, w pełni zasłużenie.

Czwartego dnia, wędrując po wyspie Anglesey mogliśmy na własne oczy zobaczyć, że Walia zamkami stoi. My mieliśmy okazję przekonać się jak wspaniałe budowle mieszczą się w dwóch miejscowościach: Caernforn oraz Beaumaris, ale kilka kolejnych mijaliśmy po drodze do naszego hostelu. Dodatkowo, byliśmy pod wrażeniem malowniczych krajobrazów Walii oraz uporu z jakim niezliczone owce wędrują po stromych zboczach gór aż po ich same wierzchołki. A ponieważ z naszego hostelu swój początek brało kilka szlaków prowadzących w urokliwe zakątki masywu Snowdon, postanowiliśmy nie tracić takiej okazji na wędrówkę. Korzystając z bezchmurnej pogody, szlakiem Miners' Track dotarliśmy do opuszczonej kopalni Britannia Copper Mine, mijając po drodze cudowne jeziorka oraz wspomniane wcześniej mieszkanki tych rejonów-owce oraz ich towarzyszki kozy, tym razem dosłownie na wyciągniecie ręki. W drodze powrotnej kilku uczestników naszej wycieczki stwierdziło, że przeprowadza się w te rejony. Czy potrzebny jest tutaj jakikolwiek dodatkowy komentarz?

Naszą wędrówkę po Walii zaczęliśmy od akcentu związanego ze starożytnym Rzymem i tak samo ją kończyliśmy. Tym razem ślady tej cywilizacji: starożytny amfiteatr oraz doskonale zachowane mury miejskie podziwialiśmy w Chester. Jednakże, zanim tam dotarliśmy mogliśmy przenieść się w czasie podróżując Welsh Highland Railway a następnie spędzając w czas w interaktywnym muzeum poświęconemu górniczej historii tego regionu. Kolejnym punktem na naszej trasie było nadmorskie miasteczko Conwy z najmniejszym domkiem na Wyspach Brytjskiech oraz oczywiście ze wspaniałym zamkiem. Byliśmy również w miejscowości Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch, której nazwa w tłumaczeniu z Walijskiego oznacza Kościół Świętej Marii nad stawem wśród białych leszczyn niedaleko wodnego wiru pod czerwoną pieczarą przy kościele św. Tysilia. Każdy z nas zrobił wszystko co w jego mocy, aby ją zapamiętać. Na koniec możemy jednogłośnie stwierdzić - nasza wędrówka po Walii trwała zdecydowanie za krótko. Na pewno kiedyś tam jeszcze wrócimy.





